Przyznaję się. Jestem rybofilem. Mogę jeść ryby praktycznie non stop. Najlepiej smażone, chociaż wędzonymi też nie pogardzę. Pasty rybne, sałatki rybne, zupy rybne, makaron z rybą, ryby z patelni i z piekarnika.
Niby mamy dostęp do morza, ale nie jesteśmy, nie wiedzieć czemu, rybnym krajem. Owszem, można kupić ryby w ich normalnej postaci, a nie jako mrożone filety, ale zawsze jest ta świadomość, że nie zostały przed chwilą wyciągnięte z morza i zrzucone z kutra na ląd. Marzą mi się rybne targi, na których skoro świt można wybierać wśród milionów gatunków złowionych ryb i innych morskich żyjątek (innych niż ssaki). Podobno nad naszym morzem ma powstać taki rybny targ. Trzymam kciuki.
Marzenia marzeniami, a ja muszę zadowolić się tymi kilkoma gatunkami "świeżych" tusz rybnych, które są dostępne w sklepach.
Ostatnio upolowaliśmy z Lubym zielone śledzie, a żeby nie czuły się samotnie, zakupiliśmy również wędzone brzuszki z łososia. Z brzuszków powstała sałatka, śledzie znalazły się na patelni. Nie podaję proporcji składników do sałatki, ponieważ każdy z nas wie najlepiej, ile czego lubi najbardziej. Do sałatki nie potrzeba dodawać żadnych przypraw, z wyjątkiem soku z cytryny.
***
Łososiowe brzuszki na sałacie
wędzone, łososiowe brzuszki
pokrojona sałata lodowa
pomidory, pokrojone na małe części
ogórek, pokrojony w małe kawałki
czarne oliwki
wyciśnięty sok z cytryny
Oddzielamy mięso łososia od skóry, porcjujemy na małe kawałki. Sałatę, pomidory, ogórek, oliwki i mięso z brzuszków mieszamy ze sobą i skrapiamy sokiem z cytryny.
***
Tuszki śledzi wystarczy posolić i obtoczyć w mące, następnie usmażyć z obu stron na mocno rozgrzanej oliwie lub oleju (Luby twierdzi, że lepiej się smaży ryby na zwykłym oleju). Śledzie mają cieniutkie ości, więc po usmażeniu jedyne, co trzeba zrobić, to wyłuskać kręgosłup i zająć się pochłanianiem delikatnego, rybiego mięsa. Akurat kwestia ości jest dla mnie niezwykle istotna, ponieważ mam niesamowitą umiejętność dławienia się ośćmi i nawet na takie śledziowe muszę uważać.
