czwartek, 3 listopada 2011

Brzoskwiniowy dżem



"Słońce nie dawało spokoju okolicy, jedyny cień zapraszał chłodem do nielicznych bram w kamieniczkach. Na targu jednak ciżba ludzi, oszalałych chyba w tym upale, niestrudzenie przesuwała się między stoiskami. Raz tu, raz tam mignęła wśród tłumu czerwona sukienka, znacząc chaotyczny ślad latających much, zamkniętych w słoiku.

Pomarszczona staruszka sprzedająca brzoskwinie uśmiechnęła się ciepło (o zgrozo! w takim upale!) do dziewczyny w czerwonej sukience i wspólnie zapełniły koszyk dojrzałymi owocami. Czerwień sukienki po raz ostatni błysnęła wśród stoisk targowych i zniknęła w wąskiej uliczce, prowadzącej na jedno ze wzgórz, otaczających miasteczko koroną łagodnych szczytów. Gdyby ktoś chciał za nią podążyć, wystarczyło, by głęboko wciągnął powietrze do płuc i udał się za słodkim zapachem brzoskwiń, wiszącym w upale jak perfumy. Nikt jednak nie śledził zapachu brzoskwiń, ani dziewczyny w czerwonej sukience.




Droga z ciężarem kosza pełnego owoców była dłuższa, niż zazwyczaj. Dziewczyna krok za krokiem zbliżała się do niskiego murka, otaczającego piętrowy, leciwy dom. Murek domagał się naprawy, stara zaprawa miejscami pokruszyła się i nic nie trzymało w ryzach poukładanych na sobie kamieni. Dookoła domu rosły drzewa oliwne, poskręcane ze starości, ale wciąż dające owoce. Dom, mimo, że wiekowy, szczycił się nowymi okiennicami i dwuskrzydłowymi frontowymi drzwiami w kolorze ciemnego orzecha. Słońce i deszcz jeszcze nie zdążyły naruszyć powierzchni drewna. 




Dziewczyna zamknęła za sobą furtkę i podążyła ścieżką na tyły domu. Kosz z brzoskwiniami postawiła na blacie drewnianego stołu i udała się w kierunku kuchennych drzwi. Jedyny raz, kiedy przekroczyła próg domu frontowymi drzwiami był jednocześnie ostatnim, w dniu w którym przyjechała obejrzeć swój nowy nabytek.
- Muszę umyć brzoskwinie- pomyślała- i przygotować słoiki. Dżem na jutro będzie gotowy.
Zaprzątnięta myślami o przepisie nie zauważyła, że przy stole z koszem brzoskwiń przycupnął brązowy pies." 






***


Brzoskwiniowy dżem


2 kg brzoskwiń
1/2 szklanki wody
1 kg cukru trzcinowego
sok z całej limonki
1 łyżeczka imbiru
1 łyżeczka pasty waniliowej






Z umytych brzoskwiń usuwamy pestki i kroimy je na ćwiartki, nie obierając ze skórki. Owoce wrzucamy do garnka, dodajemy cukier, wodę i sok z limonki. Gotujemy na małym ogniu przez 2,5- 3,5 godziny, co jakiś czas mieszając. Gdy woda prawie całkowicie odparuje, dodajemy imbir i pastę waniliową (trzeba uważać, żeby dżem podczas odparowywania wody nie przywarł do dna garnka). Gotowy, gorący dżem brzoskwiniowy przekładamy do słoików, zakręcamy je, stawiamy dnem do góry i zostawiamy do ostygnięcia. Słoiki z dżemem przechowujemy w chłodnym miejscu.



7 komentarzy:

  1. Uwielbiam domowe dżemy/konfitury;)Z chęcią zjadłabym bułeczkę posmarowaną Twoim brzoskwiniowym;)pozdrawiam i fajnie,że wróciłaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne slowa, piekne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajka z morałem - idź do babuliny na targ i kup brzoskwinie! Za to nie trzeba kupować w Douglasie drogich perfum ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny kolor dżemu! Zapach musi mieć powalający:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. mniam mniam, ale bym zjadła taki dżemik do słodkiej chałeczki i ciepłej herbatki...mmm

    OdpowiedzUsuń
  6. świetnie się Ciebie czyta, bardzo tu miło a szczególnie przyciągają piękne zdjęcia:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. pysznie czytać i oglądać :)

    OdpowiedzUsuń